piątek, 29 stycznia 2016

Recenzja #3 "Morze Spokoju"

Autor: Katja Millay
Tytuł oryginału: The Sea of Tranquility
Ilość stron: 456


Śmierć nie jest taka straszna, kiedy już ją przeżyjesz. A ja przeżyłam. I już się jej nie boje. Boje się całej reszty. 

Dwoje młodych ludzi, tak bardzo skrzywdzonych przez los. Nastya chcąc uciec przez spojrzeniami pełnymi żalu i litości oraz od osób, które na siłę próbują ją naprawić, przeprowadza się do mieszkającej w małym miasteczku siostry swojej matki, Margot. Chce po prostu przetrwać liceum bez zbędnych przygód i znaleźć swojego morderce. To on jednego dnia zniszczył jej życie, jej plany na przyszłość, rękę i możliwość robienia tego co naprawdę kocha. Teraz dziewczyna sama nie jest pewna kim właściwie jest i co chce robić. Ukrywa się za skąpymi ubraniami i mocnym makijażem. A jedyne wytchnienie daje  jej "stan całkowitego wyczerpania", który uzyskuje podczas biegu. W dodatku jakby tego było mało Nastya jest tym bardziej tajemnicza i intrygująca, że nigdy się do nikogo nie odzywa. 

Jeszcze nie zacząłem liczyć. Nie wiem, czy tylko ja tak mam, czy wszyscy: za każdym razem kiedy ktoś umiera, odliczam, ile czasu minęło. Najpierw minuty, potem godziny. Potem dni, tygodnie i miesiące. I pewnego razu uświadamiasz sobie, że już nie liczysz i nawet nie wiesz, kiedy przestałeś. W tym momencie ta osoba odchodzi naprawdę.


Tragedia jaka dotknęła Josha Bennetta nie jest żadną tajemnicą. Wszyscy członkowie jego rodziny: mama, tata, siostra, babcia, dziadek odeszli. Umarli, a teraz chłopak został sam. Nic więc dziwnego, że zmienił się w typa zupełnie aspołecznego i chce wyłącznie by wszyscy zostawili go w spokoju... Oczywiście nie dotyczy to jego najlepszego i jedynego przyjaciela Drew, który mimo wszystko nie pozwolił się odepchnąć. 


Natura to suka. Nie da się z nią długo walczyć.

Nastya od pierwszego dnia szkoły zauważa chłopaka o niesamowitym "polu siłowym", które trzyma wszystkich z daleka i nie myśli o niczym innym jak o tym, że również chciałaby takie stworzyć. Wszystko tak naprawdę zaczyna się gdy pewnej nocy wybiera się na przebieżkę i nie potrafi znaleźć drogi powrotnej do domu ciotki. Tym sposobem trafia na garaż Josha, który poświęca się swojemu ulubionemu zajęciu, czyli stolarce.

Głośne dźwięki sprawiają, że nie słyszę tych cichych, a cichych dźwięków należy się bać.

"Morze spokoju" poleciła mi moja koleżanka, która była nią wręcz oczarowana. A ja sama czytając wszystkie recenzje na jej temat byłam bardzo zaintrygowana... chociaż opinie były dość sprzeczne albo komuś się niesamowicie spodobała albo wcale. I cóż mogę powiedzieć, ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy. Czyta się ją szybko i przyjemnie. Jest napisana językiem młodzieżowym, co dodatkowo moim zdaniem ułatwia sprawę... Co do akcji, to szczerze nie potrafię określić jak szybko przebiega. Wydaje mi się, że w sam raz bo ani się zbytnio nie wlecze ani nie śmiga z prędkością światła.

I jeśli ktoś spodziewa się kolejnego prostego romansidła dla nastolatków, to nic bardziej mylnego! Ta opowieść zabierze was w głąb ludzkiej egzystencji. Książka pokazuje, że nie zawsze mamy wpływ na rzeczy, które nam się przytrafiają i jak trudno jest wybaczyć...

Światło dnia przed niczym nie może cię ochronić. Złe rzeczy dzieją się na okrągło, nie czekają aż zjesz kolacje. 

Jeśli chodzi o wątek miłosny... no niby wiadomo jest, że będzie coś ich łączyło jednak nic nie bierze się z powietrza. Wszystko następuje tam po kolei i bez pośpiechu. Nie ma czegoś takiego, że ledwo ze sobą rozmawiają ( Tak, ku mojej uldze, odezwała się!) i nagle wielka, dozgonna miłość. Oboje bohaterowie są bardzo cyniczni i  często sobie docinają. Ich znajomość zaczyna się powoli od niechęci, tolerancji, przyjaźni, przyzwyczajenia, aż do miłości, którą sami nie do końca potrafią zrozumieć. 


Bo jego niebo znajdowało się tam gdzie ona     


W dodatku autorce udało się zrobić coś co naprawdę rzadko spotykam w książkach i co uwielbiam. Pozwoliła bowiem ona dogłębnie zajrzeć do głów i poznać wszystkie myśli głównych bohaterów. Zrobiła to na naprawdę mistrzowskim poziomie. Trzeba również przyznać, że wszystkie postaci stworzone przez panią Millay są bardzo realistyczne. Nie ma u nich nic wymuszonego. Miałam wrażenie jakby oni naprawdę gdzieś tam żyli i podczas spaceru lub wyjścia do sklepu mogłabym zobaczyć biegnącą Nastye lub idącego chodnikiem Josha. 

 Napis na okładce głosi " Ta książka złamie ci serce i sklei je na nowo."... i tak się właśnie stało. Przy "Morzu spokoju" spędziłam bardzo dobry czas. A po policzkach nie raz leciały mi łzy wzruszenia i śmiechu... No właśnie, czy wspominałam już jak bardzo polubiłam poczucie humoru każdego z bohaterów?

Mam ochotę złapać się za kroczę i sprawdzić, czy moje jaja nadal tam są, bo możliwe, że leżą w jej kieszeni i powinienem je stamtąd wyjąć.


Przyznam się bez bicia, że czytałam tą książkę po raz pierwszy kilka miesięcy temu... ale "Morze spokoju" to lektura do, której zawsze chętnie wracam (co w moim przypadku serio, nie dzieje się za często.). 

Inne wydania:
Trailer:






wtorek, 5 stycznia 2016

Recenzja #2 "Obsydian"

Autor: Jennifer L. Armentrout
Tytuł oryginału: Obsidian
Ilość stron: 442

Zawsze uważałem, że najpiękniejsi ludzie, naprawdę piękni w środku i na zewnątrz, to tacy, którzy nie są świadomi swojego wpływu. Ci, którzy chwalą się swoim pięknem, co z tego mają? Ich piękno jest ulotne. To tylko skorupa, skrywająca ciemność i pustkę. 


Katy dopiero co przeprowadziła się wraz z mamą ze słonecznej Florydy do Wirginii Zachodniej. I wcale nie jest zadowolona z tego powodu. Jednak wie, że mamie to pomoże, że nowe miejsce da im zupełnie nowy start. Dziewczyna jest samotniczką szczerze kochającą książki. Wiele radości sprawia jej prowadzenia bloga z recenzjami. Kiedy dowiaduje się, że w domu naprzeciwko mieszka rodzeństwo w jej wieku postanawia, by zadowolić rodzicielkę, spróbować z nimi nawiązać kontakt. I tak właśnie pewnego dnia puka do ich drzwi z niewinnym zapytaniem o drogę do sklepu. To wtedy poznaje Daemona.


Piękna twarz. Piękne ciało. Koszmarny charakter. Święta trójca przystojnych chłopców.


Chłopak chociaż posiada nieziemski wygląd, to zupełnie odstraszył od siebie Katy swoją osobowością. Był w stosunku do niej nieuprzejmy i arogancki. Od razu stwierdza, że raczej nie będzie im po drodze. Niedługo potem bohaterka  poznaje jego siostrę bliźniaczkę- Dee, która jest zabawna, przyjaźnie nastawiona i cieszy się każdym spotkaniem. Nic dziwnego, że dziewczyny w szybkim tempie stają się najlepszymi przyjaciółkami. Jednak ich przyjaźń nie jest mile widziana. Nie przez Daemona, który z jakiegoś niewyjaśnionego powodu chce by Katy trzymała się z daleka od jego siostry. Ale dziewczyna nie daje się odepchnąć.



Normalność jest czasami nudna.


Jednak im więcej przebywa z bliźniakami, tym pewniejsza jest, że coś tu nie gra. Wokół dzieją się dziwne rzeczy, a dom naprzeciwko skrywa wiele tajemnic. W momencie kiedy Katy wpada w kłopoty z pomocą przybywa ten sam chłopak, który doprowadza ją do szału, z którym bez przerwy toczy słowne potyczki, którego niesamowicie zielone oczy doprowadzają od obłędu. Daemon. Teraz jedyną szansą by dziewczyna pozostała bezpieczną jest trzymanie się blisko właśnie tego chłopaka, który nawiasem mówiąc nie jest zwykłym nastolatkiem.



Ta dziewczyna oznaczała kłopoty. Kłopoty zapakowane w małą paczuszkę z przeklętą kokardką. A co najgorsze, była rodzajem kłopotów, które mi się podobały.


Na tę historię natknęłam się przez przypadek. Zaintrygował mnie jej opis na jednym z blogów, które czasami przeglądam. I teraz nawet nie jestem pewna od czego powinnam zacząć...
Główna bohaterka wykreowana przez autorkę bardzo przypadła mi do gustu. Jest odważna, nieugięta i twardo stąpa po ziemi... jednocześnie będąc wrażliwą i delikatną. W dodatku ona również uwielbia książki, które przechowuje w każdym miejscu domu. A Daemon... Myślę, że (o ile to możliwe z postacią książkową) jestem w nim głęboko zakochana. Potrafi być w jednej chwili czuły i troskliwy, a w drugiej jego arogancja i dupkowatość sięgają granic. Jednak wierzcie mi na słowo, Daemon jest  postacią o naprawdę wielu warstwach i z pewnością nie można "przejść" obok niego obojętnie.


- Od tamtego czasu tylko dźga mnie długopisem.

- Pewnie dlatego, że chce cię dźgnąć czymś innym.


Książka zniewoliła mnie już od pierwszej strony i jeśli mam być szczera to wcale nie chciałam zostać uwolniona. Bardzo przypadł mi do gustu styl autorki, dzięki któremu szybko czytało się lekturę. Pokochałam wymiany zdań między Katy a Daemonem przy których często nie mogłam pohamować śmiechu. W ich przypadku zastosowane było powiedzenie "Kto się lubi ten się czubi.". Książka trzymała mnie w napięciu a w pewnym momencie kiedy na wierzch zaczęły wychodzić ponadnaturalne  umiejętności chłopaka w myślach powtarzałam "Tylko niech nie będzie wampirem, niech nie będzie wampirem, proszę niech on nie będzie wampirem!". Na szczęście, nie był. Autorka zaskoczyła mnie naprawdę oryginalną i niepowtarzalną tematyką, którą powitałam z otwartymi ramionami. Książka jak najbardziej godna polecenia i mam wielką nadzieję, że spodoba wam się tak bardzo jak mnie.

Inne wydania: